niedziela, 13 września 2015

0

Agnes, 20 marzec
W życiu są takie chwile, że masz ochotę porzucić wszystko i wyjechać. Zostawić rodzinę, dom, w którym się wychowałaś i wspomnienia. I uciec. Tak po prostu, bez poczucia winy, uciec. Właśnie dziś miałam taką myśl. Postanowiłam, że tym razem naprawdę to zrobię. Mam dość mojej okolicy, pełno fałszywych i zawistnych ludzi. W dodatku moja super rodzinka, która mnie nie rozumie i odkąd pojawił się na świecie nowy członek rodziny Thompson'ów, nikogo nie obchodzi już Agnes, tylko ukochany Tom. Pieprzony 13latek, który od zawsze był rozpieszczony, a ja czułam się (i czuję) jak piąte koło u wozu. Tata całymi dniami pracuje i wraca o 21:00. Brakuje mi go. Jedyny mnie rozumie i pamięta, że ma córkę. O mamie szkoda mówić, zapatrzona w siebie i nadal myśli, że ma 20lat, heh. A na resztę rodziny szkoda marnować czas..
Tak więc umówiłam się z Ruth na dworcu o 14:00 i miałyśmy pojechać pociągiem do Los Angeles. Ruth to moja przyjaciółka od dzieciństwa. Mieszka kilka ulic dalej, wychowywałyśmy się razem. Mimo, że jest wredna i sukowata, za co większość ludzi jej nie trawi, ja ją właśnie taką lubię. Uwielbiam się z nią śmiać i mam wrażenie, że to przyjaźń na zawsze. Jednak mało o sobie mówi. Nawet mi.
Korzystając z tego, że mam pokój na parterze jakoś udało mi się przedostać dwie wielkie walizki przez okno. Włożyłam do kieszeni telefon, słuchawki i portfel, i bez najmniejszych podejrzeń wyszłam z domu. Babcia jedynie zapytała, gdzie się wybieram (Wow, robi postępy, może następnym razem będzie o mnie pamiętać robiąc obiad. Zaraz. Następnego razu nie będzie.), na co ja odpowiedziałam do Ruth, co w sumie było prawdą. Nie do końca, ale prawdą. Zamknęłam drzwi i pobiegłam po walizki. Zabrałam je i udałam się na przystanek autobusowy, skąd pojadę na wymarzony dworzec. Nie musiałam długo czekać, ponieważ autobus zjawił się po 5minutach. Wsiadłam do niego z całym moim asortymentem, podekscytowana i ze świadomością, że opuszczam to okropne miasto. Zanim się obejrzałam, byłam na miejscu. Od razu wypatrzyłam Ruth w tłumie. Szybkim ruchem dotarłam do niej i przywitałyśmy się uściskiem.
-Za 10 min odjeżdżamy. Wagon nr 4, zapamiętaj.-oznajmiła Ruth.-Na pewno chcesz to zrobić?
-Chcę tego bardziej, niż ruchać się z DiCaprio o północy na dachu w świetle gwiazd-Puściłam jej oczko i ruszyłam w drogę do pociągu, po czym ona zrobiła to samo.
Gdy usiadłyśmy na swoich miejscach Ru zaczęła rozmowę.
-Mieszkaniem się nie martw, załatwiłam to. Będziemy mieszkać u mojej dawnej przyjaciółki, Amber.-spojrzała na mnie- Ona wie, że chcemy założyć zespół.
-I jak zareagowała, gdy jej to powiedziałaś?- Byłam ciekawa, ponieważ niektórzy wyśmiali by taki pomysł. To nie takie proste. Niestety...
-Na początku się zdziwiła, a potem życzyła nam powodzenia. Musicie się poznać, Amber jest naprawdę ciepłą osobą.
-No na pewno poznamy, skoro będziemy razem mieszkać-prychnęłam- Ile jeszcze drogi?
Ruth wybuchnęła śmiechem.
-Nawet pociąg nie ruszył-poprawiła włosy- Przed nami 7 godzinna jazda.
-Boże- Wyjęłam poduszkę z walizki i podłożyłam pod głowę. Włączyłam moją ulubioną płytę Guns n Roses i zanim się obejrzałam, zasnęłam.